Obóz Żeglarski

Dzień 13

W Stepnicy przyjemnie spędziliśmy czas. Dziś do południa młodzież dostała zadania do wykonania w terenie. Musieli znaleźć konkretne informacje o miasteczku. Nie jest to duża miejscowość, więc załogi wróciły na keję przed czasem, z narysowanymi mapami z zaznaczonymi najważniejszymi miejscami.

Zjedliśmy lody i popłynęliśmy w drogę do Szczecina. Północny wiatr pchał nas do celu przez Roztokę Odrzańską i większość Kanału Polickiego. Minęliśmy Lodowiec Policki i wielki masowiec, zacumowany przy kei, w trakcie rozładunku.

Na wysokości Inoujścia wiatr stracił impet i posuwaliśmy się w ślimaczym tempie. Żagle obwisły bezwładnie, więc zwinęliśmy je i uruchomiliśmy silnik. Kawałek dalej skręciliśmy w lewo na przesmyk, który prowadzi na północny kraniec Jeziora Dąbie. Zajrzeliśmy tam na moment, żeby odwiedzić betonowiec, stary wrak rzecznej barki z czasów Drugiej Wojny Światowej.

W czasie wojny stal była reglamentowana, miała strategiczne znaczenie dla przemysłu zbrojeniowego. Dla floty cywilnej, niemieccy inżynierowie opracowali projekt kadłuba z siatkobetonu. Pod koniec wojny, jedną z tych betonowych barek zatopiono w wejściu do portu, by utrudnić atak na miasto od strony wody. Kiedy Szczecin przeszedł w polskie ręce, barkę odholowano na płyciznę na Jeziorze Dąbie i tam stoi po dziś dzień. Dawniej powstawały ambitne plany zagospodarowania kadłuba, by pełnił rolę plenerowej sceny, ale nigdy nie doszło do ich realizacji. Dzisiaj stan kadłuba uległ znacznej erozji, odkąd widzieliśmy go ostatni raz.

Popłynęliśmy dalej w górę rzeki Odry. Naszym celem było kolejne, ważne dla nas miejsce. Kwadratowa zatoczka na bezludnej wyspie Dębinie, leżącej pomiędzy nurtem Odry a Jeziorem Dąbie. Można się tam dostać rzeczką Świętą, opływającą wyspę od południa. Miejsce doskonale znane i kultowe wśród szczecińskich Żeglarzy. Zaciszne, położone w gęsto zalesionym terenie, gdzie zawsze można znaleźć suche gałęzie na ognisko. Jedynym mankamentem są chmary komarów i dziki, które czasem przypływają na wyspę w poszukiwaniu żołędzi i innych przysmaków. Dziki, wbrew swoim niezbyt opływowym kształtom, są całkiem sprawnymi pływakami.

Kwadrat jest również powojenną pozostałością. Dawniej stanowił bazę mini łodzi podwodnych. Jeszcze trzydzieści lat temu, kiedy przypływaliśmy tu z harcerzami z Harcerskiego Ośrodka Morskiego w Szczecinie, znajdowaliśmy pozostałości magazynów amunicji, resztki torów i wagoników kolejowych, którymi transportowano sprzęt i zaopatrzenie dla łodzi. Dla naszych harcerzy zatoka była miejscem, gdzie składaliśmy przyrzeczenie i dostawaliśmy krzyże harcerskie. Drzewa wokół zatoki do dziś szumią o tamtych ogniskach i śpiewograniu do rana.  

Dzisiaj śpiewogranie zaczęło się nieoczekiwanie wcześnie. Jeden z zaworów dennych na Sikesti się zapchał i trzeba było przechylić jacht na prawą burtę, by zawór wyszedł ponad powierzchnię wody. Wszystkie trzy załogi obsiadły prawą burtę, a na wychylony bom wskoczyło dwóch najzwinniejszych załogantów. Podczas prac hydraulicznych, załogi wyśpiewywały na całe gardło szanty, zachęcające do bardziej wytężonej pracy.

Po pracy należał się odpoczynek, ale zanim przeszliśmy do przyjemności, trzeba było jeszcze raz zewrzeć szeregi i wyruszyć na poszukiwanie drewna na ognisko. Kiedy zapadł zmrok, opatuleni ubraniem i aromatem odtraszacza na komary, zasiedliśmy wokół ogniska. Zaczęliśmy od Morskich Opowieści i zwrotek, które ułożyły załogi na temat innych załóg. Wszyscy wykazali się niemałym talentem i kreatywnością. Dziś na kolację była kiełbasa z ogniska i komary połknięte podczas śpiewania.