Zajęcia teoretyczne z locji były przedwczoraj, a dziś mieliśmy okazję doświadczyć kapryśnego charakteru rzeki na własnej skórze. Opuściliśmy Ueckermunde o dziesiątej rano, pokonaliśmy wąski tor podejściowy do ujścia rzeki Uecker i wypłynęliśmy na wody zalewu Kleiness Haff. Po raz pierwszy mieliśmy okazję rozwinąć żagle, choć wiatr był tak słaby, że służyły głównie do osłony przed palącym słońcem.
Wody Zalewu Szczecińskiego są dość płytkie, rzadko osiągają głębokość większą niż cztery metry, za wyjątkiem sztucznie pogłębianego toru wodnego zespołu portów Szczecin – Świnoujście. Rozliczne rzeki, które do niego wpadają niosą muł, który odkłada się u ujścia. Rzeka Piana nie jest w tej kwestii wyjątkiem. Żeby popłynąć w górę jej nurtu, trzeba pokonać bardzo wąski kanał żeglowny, oznaczony czerwonymi i zielonymi bojami. Z początku młodzi żeglarze obawiali się nawigowania w wąskich przesmykach, gdzie pod cienka warstwa wody kryją się zdradliwe mielizny. Jednak szybko przekonali się, że to wcale nie jest aż takie trudne. Rzeka bywa złośliwa i bystrze potrafi odepchnąć dziób z obranego kursu, ale sternicy znają już sposoby na radzenie sobie z takimi kawałami.
Pierwszą ciekawostką na początku rzecznej wyprawy były pozostałości mostu z Karninie. Wybudowany w 1933 roku był jednym z najbardziej zaawansowanych projektów inżynieryjnych w Europie. Wykonany ze stalowych kratownic most kolejowy łączył wyspę Uznam ze stałym lądem. Środkowe przęsło o długości 48 metrów podnosiło się na stalowych pylonach, równolegle do wody, na wysokość 16 metrów w zaledwie dwie minuty. Pod koniec wojny most został wysadzony, by utrudnić wojskom radzieckim marsz na zachód, a po wojnie zlikwidowano linię kolejowa Karnin – Świnoujście, most rozebrano, pozostawiając jedynie podnoszone przęsło, jako pomnik techniki.
Dalej rzeka Piana meandruje według swojej logiki, żłobiąc ploso i okładając muł na odsypiskach i przymuliskach. Żegluga na takim akwenie wymaga zręczności i uwagi, by nie zejść z wyznaczonego toru i nie osiąść na mieliźnie lub w rozstawionych gęsto sieciach. Przed jedenastą przepłynęliśmy pod mostem zwodzonym w Zeherinie a około siedemnastej dotarliśmy do Wolgastu. Po namyśle postanowiliśmy tu odpocząć po morderczym upale i zaczekać na otwarcie mostu do rana. Cumowanie do nabrzeża miejskiej kei w Wolgaście ujawniło braki w umiejętnościach przygotowania i rzucania cum na ląd, więc druhna oboźna Michalina postanowiła zrobić dodatkowe szkolenie z wiązania węzłów i techniki rzucania cumami. Doskonałą zabawę przerwał dopiero zachód słońca i cisza nocna.