Obóz Żeglarski

Dzień 4

Wypłynęliśmy wcześnie rano, z minimalną załogą na pokładzie. Reszcie pozwoliliśmy jeszcze pospać, chociaż warkot silnika szybko spędził niektórym sen z powiek. Na Vinderelu mieliśmy akcję ratowniczą zaraz za główkami portu w Trzebieży. Wystartowaliśmy w regatach na pierwszej pozycji, a pozostałe jachty zostały daleko w tyle. Niezbyt długo cieszyliśmy się prowadzeniem, bo odczepił się nam odbijacz manewrowy z kosza rufowego i wypadł za burtę. Wykonaliśmy manewr podejścia do człowieka, choć tym razem w charakterze rozbitka wystąpił element wyposażenia jachtu.

Wiało z zachodu, z siłą czterech stopni w skali Beauforta. Idealne warunki do żeglowania, ale w stronę Wolina, tymczasem nam wypadł kurs na Ueckermunde, dokładnie pod wiatr. Musieliśmy polegać na silniku. Koło dziewiątej rano minęliśmy rząd żółtych boi w okolicy Wyskoku Warpieńskiego i znaleźliśmy się na wodach Kleines Haff, po niemieckiej stronie Zalewu Szczecińskiego. Odtąd mijane ryby pozdrawiały nas w języku Goethego. Przynajmniej tak się nam zdawało, bo jak wiadomo głosu nie mają i tylko ruszają pyszczkami.

Ujście rzeki Uecker jest dość wąskie, flankowane latarnią morską o białym trzonie i czerwonym szczycie. Po lewej stronie bieleje szeroka piaszczysta łacha miejskiej plaży, wyludnionej o tak wczesnej porze. Wczasowicze przyzwyczaili się widać do upałów i chłodny wiatr, ścigający pieniste grzywacze po zalewie nie zachęcał do korzystania z uroków plaży.

Zacumowaliśmy w dużej marinie, zaraz za ujściem rzeki. Na lądzie wiatr nie był tak zimny jak na wodzie, więc polary i ciepłe bluzy okazały się już niepotrzebne. Wystrojeni w obozowe koszulki, ruszyliśmy na podbój ogrodu zoologicznego. Odwiedziliśmy dalekich krewnych z małpiej gałęzi drzewa genealogicznego oraz bardziej lokalne okazy dzikiej fauny i bydła domowego. Jednak największym zainteresowaniem cieszyła się mała gastronomia, rozsiana po terenie parku.

Pospacerowaliśmy po starym mieście i wróciliśmy szlakiem przez łąki do mariny. Postanowiliśmy sprawdzić czujność i zdolności obserwacji harcerzy i zapytaliśmy, ile drewnianych rzeźb, przedstawiających postacie z bajek zauważyli wzdłuż szlaku. Oficjalne podsumowanie zadania zostawiliśmy na jutro rano, bo dzisiaj jeszcze czekał wykład z przepisów obowiązujących na wodzie. A przed snem krótki wypad w plener z gitarą, by poćwiczyć szanty.